Emelie siedziała w namiocie i zastanawiała nad wydarzeniami ostatnich tygodni. Bezmyślnie gładziła gładkie jajo, gdy nagle pod palcami wyczuła pewną nierówność. Obejrzała dokładnie kamień, który trzymała w swoich białych dłoniach i serce zaczęło jej szybciej bić. Smok się wykluwa! Chciała wybiec przed namiot i wszystkim to oznajmić, ale z jaja wydobył się pisk. Przeciągły, długi pisk. Jajo się zachybotało i odpadł kawałek skorupki.
Po wielu chybotach i piskach większa część skorupy odpadła i Emelie mogła już zobaczyć smoka. Wtem cał jajo rozpękło się na pół i wyszedł z niego mały, biały smok. Wymachiwał skrzydłami próbując złapać równowagę.
Był dość długi z ogonem i nieproporcjonalnie wielkimi do swojego ciała skrzydłami. Usłyszała krzyki i ktoś wpadł do namiotu. Był to strażnik.
-SMOK SIĘ WYKLUWA! - Teraz każdy próbował wepchnąć się do namiotu. Emelie jednak zachowała spokój, choć jej twarz promieniowała radością. Powoli wyciągnęła rękę do smoka. Ten ją powąchał i powoli dotknął głową jej wyciągniętej ręki.
Wszyscy zamarli. Emelie poczuła zimny dreszcz i chłodną falę przechodzącą przez jej ciało, od stóp do głowy. Kiedy fala dotarła do głowy usłyszała cichy pisk i wyraźnie wyczuła głód smoka. Dopiero teraz odzyskała władzę w rękach i zawołała:
-Przynieście tu coś do jedzenia! Ten smok jest głodny! - ktoś podał jej płaty suszonego mięsa.
Powoli karmiła nimi smoka aż ten położył się i oparł o nią. Cisza przebiegła przez obóz. Do jej namiotu weszła postać, o której uczono ją od zawsze.
Wstała i pokłoniła się. Kobieta - elfka dotknęła jej ramienia i powiedziała:
- Wstań i podejdź ze mną. Weź ze sobą Smoka. -Emelie wstała od razu. Smok podreptał za nią. Strażnicy przesunęli się i zrobili przejście. Emelie wyszła z namiotu razem z elfką. Po paru minutach dotarły razem ze smokiem na pewien pagórek. Elfka odwróciła się do niej.
- Pewnie mnie znasz, ale i tak Ci się przedstawię. Nazywam się Arya i jestem królową elfów.
*****************
- Pani. - drżący głos Emelie zdradzał wszystko.
- Jak cię zwą?
- Emelie, pani.
- Emelie? Zatem posłuchaj Emelie. Możesz podjąć dwie decyzje. Albo pojechać do Krainy Za Morzem i uczyć się u Eragona, albo zostać tutaj. Wtedy jednak zabierzemy Ci smoka i będziesz mogła kontynuować normalne życie. Rozumiem, że to trudna decyzja, więc masz dobę na zastanowienie się.
- Pani. Dziękuję.
- Możesz już odejść.
Emelie zawahała się. Chciała tu zostać aby poznać się lepiej ze smokiem. Arya jakby czytała w jej myślach.
- Jeśli chcesz to oczywiście zostań. Rozumiem, że w obozie może być trochę ciasno.
Emelie jeszcze raz pokłoniła się i podbiegła do smoka, który w tym czasie dogłębnie poznawał się z kopcem Kálli. Usiadła koło niego, a on spojrzał na nią przekrzywiając głowę. Emelie znów wyczuła zainteresowanie smoka, choć on tylko na nią patrzył. Zamknęła oczy. Poczuła się czymś odrębnym, jej ciało oderwało się od umysłu. Przestraszona otworzyła znów oczy. Zaczęła wyobrażać sobie naukę u tego sławnego Eragona, który przywrócił Smocze Jeździectwo, pokonał Galbatorixa. A jego smoczyca pewnie będzie jeszcze bardziej majestatyczna.
Następne miesiące mijały bardzo szybko. Emelie podjęła decyzję o nauce u Eragona, więc zmierzali do Ánory. Siedząc kiedyś przed namiotem usłyszała swoje imię. Rozejrzała się, lecz obok niej leżał tylko większy już smok. Patrzył a nią szarymi oczami. Znów usłyszała swoje imię, ale teraz tak jakby w głębi siebie.
Emelie.
Trochę się przestraszyła.
Emelie.
I nagle zrozumiała.
+++++++++++++++++++++++×++++++++++++++++++++++
Witam wszystkich bardzo serdecznie. To pierwszy rozdział tego bloga, wcześniej był prolog. Jest to tak jakby dalsza część Dziedzictwa, tyle że opowiadane są losy innej osoby. Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz